|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
----- Ludki
----- Odwrotnie
|
sobota, 01 grudnia 2007
Master Klepka
Dyplom Sryplom
Tak tak... dzisiaj odebrałem dyplom magistra rzeczypospolitej matematycznej... nawet matematyczno-informatycznej. Odbyła się pierwsza oficjalna uroczystość tego rodzaju na wydziale w historii. Najpierw krasnoludki trochę pogadały. Tutaj uwaga: Goldi jest tak pioruńsko sympatycznym krasnoludkiem, że aż żałowałem, że nie u niego pisałem prace. Pogadały... zanim pogadały hymn państwowy, na którym nie było imć Tomgama... a chyba tylko jemu na hymnie mogło zależeć. Tak czy siak był Włos, Lestat, Nimrod!, Tomgam i siksy ;)... i część różnych innych ludków, mniej ważnych. Wielu nie było, a połowę piewrszy raz widziałem. Caleb w Danii. Witek to kukek, a co z Gonzem? Nikt tego nie wie :o Makaowców też nie było (może poza bogo), ale oni teraz pracują dla Gonza. Pewnie byli razem :] Drugą częścią uroczystości stanowiły "wykłady" P. i takiego z dużym czołem, co skończył matematykę. Ten drugi zaczął i w skrócie powiedział, że "studiował na polibudzie informatykę, ale nie bardzo go to ciekawiło, więc przyszedł do nas na matme... ponieważ nie wiedział, co ze sobą za bardzo zrobić postanowił zostać na uczelni. Ponieważ nie wiedział na jaki wydział to metodą skreśleń wybrał geometrii i oto jest on doktorant". To był jego wykład... był tak żenujący, że przykro było patrzeć... potem wyszedł P. Fajne było, bo od czasu do czasu wkładał mikrofon do buzi i krzyczał na cały głos :D Pokazał 3dmaxa i jeszcze coś i wyjaśnij, że wszędzie tam jest matematyka, ale nie trzeba jej znać. Po tych dwóch wspaniałych wystąpieniach przyszły ludki z samorządku studentów i zrobiły jakieś przykre przedstawienie, gdzie zadawali pytania publiczności: "czy teraz i kiedyś studiowało się tak samo?", "co po studiach?", "co najbadziej utkwiło w pamięci"... pytali osoby towarzyszące i takie tam... wszyscy odetchnęli z ulgą jak się skończyło. Wtedy dopiero wszyscy grzecznie dostali dyplomy, tak jak to powinno być dwie części uroczystości wcześniej... po czym, uwaga... Prosimy do sali na lampkę wina! Lastatowi już oczka zabłyszczały... ja generalnie chciałem sobie odpuścić, ale zauważyłem przez otwarte drzwi Ciastka! :D Gites... Lestat wypił kilka? symbolicznych kielkiszków... potem pewnie jeszcze kilka... ja obżarłem się pysznymi ciastkami... kropka szalała (też przy ciastkach)... także na koniec mnie udobruchali :) Opłacało się robić te studia. Odwrotnie 7 grudnia dekompresja limanowskiego 200 koncert odwrotnie 10/15pln the stylacja babayaga ojo do dwoch utworow nie powstaly jeszcze teksty :o nowy perkusista daje czasu i jest spoko gosciem, takze rozniesiemy deko na strzepy Praca W moim projekcie jeszcze miesiac, czy dwa temu bylo 9 osob. Jednemu skonczyl sie okres praktyk... drugiemu tez, ale nie skorzystal z oferty pracy, bo szkola. Zostalo 7 osob... gosc od QA zmienil projekt, bo u nas i tak niewiele robil. Gdy nas juz bylo 6 zabrali naszego projektowego mozga... w ten piątek ostatni dzien w pracy mial nasz samozwańczy architekt i jeszcze jeden oznajmil, ze on tylko do konca roku. Takze zostaje nas 3 i pomimo, ze zostalem 2 od dolu... to takze 2 od gory, wiec jakby bardziej bede odpowiedzialny za ten harmider robiony przez wiele roznych osob, ktore juz moga miec to wszystko gdzieś. Boje sie, ze szybko nie opuszcze tego projektu, a juz mi sie znudzil... ale zobaczymy... jesli mam teraz brac udzial w totalnych przewalkach mechanizmow, to moze nie bedzie tak zle... w styczniu sie dobierze praktykantow i zobaczymy... jestem pelen obaw ale i nadzieji... bo jak sie uda projekt postawic na nogi, to bedzie niezly success. Mleko Już mi kropa mówiła, że mleko nie jest takie zdrowe. Dzisiaj na wykopie znalazłem artykuł http://www.sm.fki.pl/SMN.php?nr=niemleko Oczywiście może on być równie ukartowany jak spisem mleczny, który opisuje, jednak bardzo mi podchodzi, gdyż nigdy nie lubiłem mleka... a poza zębami, które chyba odziedziczyłem to nie jestem bardzo łamliwy :) Czytam ostatnio bloga korwina http://korwin-mikke.blog.onet.pl Nie ze wszystkim się zgadzam, jednak fajne jest na blogu to, że zmusza do spojrzenia na wszystko z drugiej strony... w sumie człowiek wyrobiony automatem to robi... w życiu, czy w rozmowach z marta czasem też stosuje ten trick, czym ją czasem wkurzam.... tzn pokazać drugą stronę medalu, nie koniecznie uważając, że ta strona jest fajniejsza... korwin zazwyczaj uważa tak właśnie, jednak to co mi się najbardziej podoba, to właśnie podważanie wszystkiego argumentami... lepszymi / gorszymi, ale rozsądnymi.
wtorek, 20 listopada 2007
Performance from Yahoo and new songs seek&share machine.
Nie pisałem od jakiegoś czasu więc oto, co u mnie słychać. Na ajaxianie znalazlem dwa fajne newsy. Pierwszy o wydajności frontu stron... takiego frontu już czysto przeglądarkowego. Gościu z yahoo jako szef teamu wydajnościowców przedstawia kilka uwag, jakie wymyślili w celu przyspieszenia reakcji stron na userów. TUTAJ LINK DO PREZENTACJI. Co więcej dostarczają plugin do Firefox'a (z zainstalowanym pluginem firebug) o nazwie YSlow. Tak na prawdę przez kilka kliknięć można z plugina dowiedzieć się tego, o czym przez godzinę opowiada gość na prezentacji. Tyle, że bez backgroundu. Przetestowałem na szybko dwie stronki wedle ich zaleceń... Errata - Pała bez wykrzyknika :) CGM dostał tróję, ale chyba przez przypadek :) W skrócie:
Drugą sprawą jest stronka do wyszukiwania utworów i dzielenia się nimi ze znajomymi... taki seek & share :) Nazywa się Songza. Wygląda super, działa bardzo szybko. Znajduje odwrotnie mimo, że tam nie dodawałem! Rewelacja :) Można od razu słuchać... wygodny w urzyciu... fajne menu kontekstowe z wybuchającym kompasem... przydałby się do tego joistick conajmniej. A odwrotnie zaciągnął automatem z youtube'a... fajne.
------------------------------------ Zbliża się koncert Odwrotnie w Dekompresji! Limanowskiego 200... niestety wjazd 10zł/15zł. Gramy jako support dla Babayaga Ojo... po nas jeszcze The Stylacja. Mamy nowego bębniarza - Profesura... dwa nowe utwory i jeden odgrzebany cover - Lie To Me. Zapraszam serdecznie. Skopiemy wam tyłki!
wtorek, 30 października 2007
Toya murzyn
To ja murzyn. Nie codziennie, ale często mam wielką radoche z tego co robię. A jak już wracam do domu to mam wielką radochę z syna... z chwili gdy moge przysiąść przy kompie, z już teraz żony, co to zawsze ma 100 rzeczy do opowiedzenia, a czasem nawet ciasto (łoł!). Gdy się kładę mam radochę, że sobie tak wygodnie leże i myślę o czym tylko chcę... i mimo, że z wieloma rzeczami się nie wyrabiam, czasem zapomne iść spać, albo w ogóle zapomne o połowie rzeczy to czerpie dużo radości z życia, w którym ogólnie nie mam czasu. Nawet nie mam czasu odliczać godzin do końca pracy (dziwie się, że to już 17), odliczać dni do weekendu... czasem nie wiem czy to poniedziałek, czy może już piątek... a może święto? Czerpie radoche z jazdy rowerem do pracy... z słuchania mp3 w drodze do pracy... z prób i piłki, które ostatnio ograniczone do minimum to jednak dają dużo radości i urozmaicają życie, w którym nie mam czasu. Ciesze się, że mam wciąż wiele pomyslów na tworzenie 3d, map, gier, nawet mebli, stron, projektów zarobkowych, muzyki... że mam marzenia o powrocie do karate, o wycieczkach rowerowych i innych rzeczach, które kiedyś przeżyłem i pielęgnuje w sobie pamięć o nich. Ze mam plan jak się dalej rozwijać zawodowo i co dla mojej rodziny chcę osiągnąć. Chociaż niewielu mam znajomych (a ostatnio odnowiłem kilka dawnych znajomości) to też fajnie, że w ogóle mam się do kogo odezwać. Dzisiaj troche smętnie, ale zacząłem pisać odp na blog underhilla i mi za długie wyszło, więc wklejam tutaj... na koniec obrazek: ![]()
poniedziałek, 22 października 2007
Pan Magister Maczo Synorób ;)
1. Pan Magister Maczo Dzisiaj miałem obronę. Włos też. Wyrwałem się z pracy na uczelnię... tam poczekalismy trochę na prof, bo coś się zagubił. Było nas trzech, Ja, Włos i Knapsu. Ten ostatni z dziołchami co mu targały kwiaty, poprawiały mankiety (sic!). Ja w koszuli nie wyprasowanej po ślubie, Włos po swojemu, marynarka i adidaski. Bardzo podobało mi się, że kwiatów nie mieliśmy :) Najpierw wszedł Włos, ale niech sam u siebie napisze jak było. Potem ten trzeci, a na końcu ja. Przerażony, że pytają o matematykę (jakszto?) wchodze i dostaje pytanie w stylu: opowiedz o pracy. No to ja: traatatatatata, bumtaratatatatat stop! Drugie: jakie są różnice między programowaniem strukturalnym i obiektowym.... no to ja Tratatatat (troche nieskładnie, ale cały czas nawijam) tratatata stop! Coś jescze o programowaniu to ja dalej tratatata stop! cisza... To teraz coś z matematyki... Niech pan opowie o ekstremach. Myślę, łatwe, myślę, jak to najlepiej wyrazić. Słyszę, np. minimum... niech pan powie o minimum.... myślę... no np. minimum lokalne... no cholera, wiem wiem chce sie zastanowić :) Coś tam powiedziałem, żeby mi już nie podpowiadali. To niech pan to teraz matematycznie zapisze... Hmm... matematycznie... tak.... hmm.... min(x0) = .... a oni f(x0) no to pisze :) no i napisalem im takiego bohomaza f(x0) < f(x1) (dla każdego słownie) x1e<A,B> że f(x1) > f(x0) - no kompletnie bez sensu :D A może być równe? No to ja, że chyba może ;-) Dobra spadaj i poszedłem... z pracy 5 (uważam, że fajny kawał kodu napisałem i do tego tekst), z obrony 5 (heh, to już chyba każdy by dostał ;)), średnia 4,52 więc ostatecznie 4,71... na dyplom 4+, zabrakło średniej... 5 od średniej 4.6. I co teraz? Chyba pogram sobie w Diablo2 :) A potem mam zaległości w Half-Life'ie i counter-strike'u :) 2. Ślub Witka Ślub w kościele fajny. Oczywiście z racji Wiktora połowę mszy spędziliśmy na dworze, ganiając się z Nerbisem dookołą kiosku. W kościele harcerzyki grały i śpiewały. To było fajne, oczywiście fałszowali i rzympolili, ale w kościele niezła akustyka do grania i śpiewania. Irek coś tam p****ł :) W momencie, gdy wszyscy klękają niestety nie było mnie w kościele już, bo lubie wtedy stać i pokazywać jaki jestem niewierny :P Potem stos życzeń. Zamiast kwiatów daliśmy miliard długopisów z tesco. Tanie i przydatne, można iść na ilosć... chyba domy dziecka będą się cieszyć. Potem wyścig z gośmi, młodymi i innymi na imprezkę. Tam pełna kultura i zabawa w stylu gry przygodowej. Jak już dotarliśmy na miejsce pierwszy event, powitanie itd... potem następny i generalnie taka imprezka składająca się z kolejnych uroczystych eventów jak pogadanki w przygodówkach. A ponieważ mamy zgodę z Witkami i ich rodziną czułem się tam świetnie :) Bardzo fajne wesele, nie było Wiktora, więc mogłem skupić się na jedzeniu :D Potrawa wieczoru - żeberka. Mniam. Obok siedział Olo z Tośką... trochę pogadalismy, spoko goście. Tośki nie znałem wcześniej (raz widziałem u Caleba), fajna siksa :) Ile ona ma lat? 14? :P W pewnym momencie wpadła mi w ręce Księga gości - dobry artefakt. Porysowałem jakieś głupoty, narysowałem nas i Guśkę... Widziałem, że kogoś tym natchnąłem, bo potem ktoś maznął kota. Ale jeszcze nie widziałem księgi, więc ocenie jak zobaczę. Zrobiło się późno i śmigneliśmy. 3. Mogę zbudować całą armię robotów Maczo III Coming soon! Tzn. dziecko w brzuszku Kropecki okazało się być chłopcem. No i dobrze... pomoże cegły nosić. Gratulujemy Kropce i jej wielkiemu bębnowi. ![]() 4. Wybory
Głosowalem na UPR. Zdobyli -2%. Chciałbym koalicji popis, ale pewno do tego nie dojdzie. Narazie sie nie ciesze z wyników. Pożyjemy, zobaczymy. Ciesze się, że nie ma Samoobrony i ludzi z Ligi polskich rodzin (na których pośrednio głosowałem).
piątek, 12 października 2007
Ślub
W sobotę miałem ślub. Przygotowań było trochę, ale ponieważ traktowaliśmy to na luzie, część rzeczy była zrobiona na ostatnią chwilę... część w ogóle nie została dopięta na ostatni guzik (jak moja koszula ;-)). Rano kocioł w domu, wszystko na szybko, Kropka u fryzjera, ja stroiłem samochód itd... Kupiłem 100 balonów, a nie przypieliśmy do auta żadnego, bo nie zdążyłem nadmuchać. Na ostatnią chwilę podjechał do nas Voytas Mercedesem, a mi się jakoś udało ubrać i sru do urzędu. Tam przed nami ślub brały jakieś punki, fajna sprawa :) Potem się ludki zaczęły schodzić i trochę się zebrało... przez chwilę zostaliśmy sami, a reszta się jakos tam odsunęła i po prostu gapiła. Ale uznałem, że to normalne i dzielnie stałem. Przy załatwianiu ostatnich formalności napatoczył się tamtejszy fotograf i nie chciał odpuścić się reklamował, gadał itd. Na muzyków się skusiłem... w kieszeń 100zł... ech za takie badziewie... ale lepsze to, niż nic. Na ślubie totalny luz, starałem się mówić wyraźnie to co miałem powtarzać aby wszyscy usłyszeli i wyszło jakoś tak radośnie :) Orzeł był śmieszny. Po wszystkim kolejka życzeniowa. Zawsze się zastanawiałem, czego życzą ludzie... no i 80% życzy wszystkiego najlepszego. <5% składa oryginalne życzenia i te jak dla mnie najfajniejsze. Nie znaczy to, że inne są bee, ale takie pozytywne akcenty jak ktoś coś ciekawego wymyślił :) Krzysiek zatrudniony do roli tragarza został zasypany kwiatkami i pudłami, które potem zajęły nam całą wanne. Nie pudła. Zostaliśmy zawiezieni limuzyną pod czarną owcę i tam przeniosły się też odpowiednie ludki ze ślubu. W większości znajomi, bo nie podoba nam się stereotyp polskiego wesela, więc chcieliśmy aby było mało rodziny, a dużo znajomych. I tak było. Pomimo niewiadomych, jak godziny podania dań, kto jaką zupę itd, od strony cateringu super. Fajne żarcie, wzorowa obsługa. Super. Muzyczka leciała nasza, co baardzo mi się podobało... przez chwilę był moment, że leciała nie nasza i to znowu bardzo mi się nie podobało... więc poszliśmy na spacer... niedaleko jest staw, kaczki... ochłonelismy trochę, a potem muzyka już była nasza :) Trochę tańców, trochę głupich toastów, ale puki nikt się nie narzucał było ok. Przez chwilę było dość niezręcznie, gdy marta nie chciała tańczyć i ja murem razem z nią... ale na szczęśćie Arleta z ciotką tak ładnie zaczęły skakać dookoła mnie i Wiktora, że i Kropka się dołączyła i potem wszyscy i już napięcie zeszło... Potem i w ogóle mam teraz takie wrażenie, że było super. Ja większość uwagi skupiałem na Wiktorze, na początku, bo było trochę niezręcznie, a potem, bo po prostu trzeba. Z początku imprezy wkurzyło nas to, że nasi znajomi zaczęli chlać wódę... myslałem, że wódę to tylko staruchy chleją. Wykłócaliśmy się z tatą Marty, aby nie było duzo wódki, bo i tak nasi znajomi będą pić piwo... a pili wódę :/ Na szczęście w sumie zeszło litr więcej, niż zaplanowaliśmy, więc nie tak źle, a piwa też duzo wypili. Bardzo fajne w ślubie i weselu jest to, że przychodzi masa życzliwych ludzi i wszyscy albo cię chwalą, albo gratulują, piją za twoje zdrowie, cieszą się z twojego powodu i w ogóle. Bardzo fajnie. Na weselu było nawet pogo! :) Także jak było pogo, to impreza udana ;] Pograłem trochę na pianinku... jakiś czas potem powymiatał na pianinku mój tata, za co zasłużenie dostał gromkie brawa. W jednym momencie jedna babcia się zdziwiła, jak system of a down zaczął naparzać. Ale to jakaś dalsza rodzina Marty więc co tam :P I tak trochę nie do końca zgodnie z naszym planem byli tam zaproszeni. Zrobiło się ciemno... ludzie dalej jedli, pilii, tańczyli. Fajnie było. Dziękuje wszystkim za przybycie, życzenia, prezenty i w ogóle. Z ciekawszych prezentów dostaliśmy mikrofalę prawie taką samą jak w ejemdżi i drukarę. Oba sprzęty fajne i użyteczne jak Tomek lokomotywa. Kto przyjaciół takich zna? Tomek takich ma! I na koniec przybył gruby zawiadowca i powiedział, że jestem bardzo użyteczną lokomotywą... to już chyba było jak spałem w wannie pełnej kwiatów. Pa.
sobota, 29 września 2007
Szczęśliwa środa
Już to wszystkim opowiadałem, ale muszę napisać.
W środe o 11:30 pojechałem z pracy na wydział, aby zawieźć podanie o przedłużenie terminu obrony z powodu zgubienia indeksu. Też po to, aby dowieźć dowód wpłąty 6zł i zdjęcie do duplikatu indeksu. Jak byliśmy u Grabka w sobotę z włosem, to się umówiliśmy, że pojedziemy we wtorek, bo wtedy miał być prodziekan i gdyby był potrzebny to się od razu załatwi... ale we wtorek zapomniałem i ani nie wpłaciłem, ani do pracy zdjęcia nie wziąłem i podania chyba też. W środę stwierdziłem, że pojade, aby cokolwiek może załatwić, a włos dał sobie luzu, bo się nastawiał na czwartek, kiedy znowu miał być prodziekan. Wziąłem włosa podanie i sru na wydział. Halinka oznajmiła, że ostatni duplikat indeksu robiła 10 lat temu. Wcisnąłem jej wszystko i miło powiedziała, że się pozałatwia, ale trochę to potrwa. Przy okazji dowiedziałem się ciekawostek jakto syn (nie wiem czyji), się wkopał, bo wybrał sobie dziewczynę z dzieckiem... no tak się wkopał :) Wracając do tematu, przeszukałem poraz trzeci indeksy w dziekanacie... teraz wszystkie, te z okładkami też, oczywiście te na matematyce też... każdy po kolei otwierałem. Odnalazłem m.in indeks Samuraja :] Potem Włosa :D który według właściciela został już stamtąd odebrany, a potem nawet swój :o Za trzecim razem... a raz też lestat szukał. Ech, niezły bajzel... Thx dla LV za poszukiwania we własnym zakresie - teoria spiskowa była potężna, każdy był podejrzany :) Radosny wyleciałem z indeksu mówiąć, żeby sobie halinka odpuściła te pierdoły z podaniami i poszedłem do grabcia... bo akurat miał dyżur - chociaż nie planowałem tego i to raczej przypadek, że akurat był. Jak czekałem w kolejce przeszła obok Filipczakowa, od której potrzebowałem wpisu z Historii Informatyki... bez problemu uzyskałem po 15 minutach :) Grabciu się zamotał dał włosowi wpisa do indeksu, a mi tajemniczą kartkę zakodowaną dla Nowakowskiego, który jest moim oficjalnym promotorem. Chwilę wcześniej nawinął się Lestat, a u grabcia byli zagraniczni i zmuszali biedaczka do produkowania się po angielsku. Cała kolejka w korytarzu się bacznie przysłuchiwała :) Poszedłem wtedy właśnie do Filipczakowej. Gdy wyszedłem z pokoju lestat oznajmił, że widział Zyska. Chwilę wcześniej mówiłem, że od niego tez wpisu potrzebuje. No i pojawił się... podobno był tam przez przypadek ale... dał wpis :D Idziemy już sobie z lestatem, ja super zadowolony, że zamiast jeździć kilka razy na wydział wyrywając się z pracy dostałem je właściwie za darmo :) Piętro niżej idziemy, a tam Studniarski z Nowakowskim :D No to dawaj po wpis. Wzięli indeks z asystentką... i tajemniczą kartkę grabka też... 30 minut później odebrałem indeks i karte ocen z wpisem w sekretariacie i o 14 wpadłem do zamykającego się dziekanatu radośnie zdając indeks, który chwilę wcześniej odebrałem :) Tak to było, i to był jeden z większych fartów jakie miałem na tej uczelni. Tym bardziej, ze wyrywanie się z pracy nie jest dla mnie takie gładkie, jak trzeba to robić kilka razy. W ogóle po drodzę nawinął się Leszek, miałem go podwieźć do amg, ale gdzieś go wcięło i wracał długo długo później tramwajem :o Yo... praca napisana, wydrukowna, czekam na decyzje, kto bedzie w komisji i kiedy obrona - ja już mogę w tym tygodniu.
wtorek, 25 września 2007
Blox śmierdzi.
Śmierdzi, bo: 1. Timeout leci przy każdej notce i jak sie napisze i wyśle, to notka przepada. Każdy kto używa najpierw musi pisać w notatniku czy gdzieś. 2. Niektóre linijki sie zawijają, niektóre nie. Gdy linia się nie zawinie, to trzeba ją wyciąć i wkleić do notatnika i spowrotem. Syf. 3. Jak się wklepie jakiś kod XML, to po przejściu do edycji znika. 4. Brak pomocy przy wklejaniu kodu. 5. Pozwala na wstawianie za dużych obrazków i tak je pozycjonuje, że wystają z ekranu. 6. Z powyższego kilka wpisów opuscilem, bo albo poginęły, albo się wnerwiłem na blox'a i mi się odechciało, albo mam szkic z błędem, a nie chce mi się edytowac, bo cały kod znika.
wtorek, 18 września 2007
Tornister
Trochę sie sprężyłęm, skończyłem część praktyczną i niemalże teoretyczną... jeszcze ze 2 strony + pierdoły typu strona tytułowa. Obecnie wygląda to tak :-) Plan jest następujący; dopiszę ile się da, wydrukuje, przygotuje CD albo penDrive'a z demo i na środę na 12 zaniosę to do Grabka... oby się udało!
![]()
wtorek, 11 września 2007
Wpis z dzisiaj
Byłem w Progresie robić test z angielskiego, który miał wykazać na jakim jestem poziomie i na jaki kurs mam się zapisać... zrobiłem dwa testy, wnioski? Jestem za dobry na intermidiate a za słaby na upper intermidiate... nic pomiędzy nie mają :) Ide na te łatwiejsze bo słabo gadam... jak będzie łatwo to się przeniosę wyżej.
W autobusie/tramwaju wracałem z pseudo znajomym... chciałem uciec po przywitaniu się w słuchanie muzyki, ale jak założyłem słuchawki to zaczął ze mną rozmawiać :/ Co jest gorsze od jazdy windą z sąsiadem, z którym nie ma o czym gadać a wypadałoby? Jazda mpk :) A tu fragment rozmowy: M: Zarabiam całkiem nieźle, bo branża dobra. Ale mniej niż w W-wie czy Krakowie
czwartek, 06 września 2007
Properties UTF-8 speed hack.
import java.nio.charset.Charset; import java.util.Properties; public class Utf8Properties extends Properties { public synchronized Object put(Object key, Object value) { return super.put(key, new String(value.toString(). getBytes(Charset.forName("ISO-8859-1")), Charset.forName("UTF-8"))); } } |